Pod bramami KWK Jankowice i Chwałowice w Rybniku stoją dziś nie tylko ciężarówki, ale też nerwy mieszkańców, którzy chcą zdążyć z opałem przed zimą. Część przewoźników mówi o limitach obniżanych z dnia na dzień, a Polska Grupa Górnicza odpowiada, że to efekt większego popytu na początku sezonu grzewczego.
W rybnickim okręgu węglowym codzienność wielu rodzin i firm transportowych wygląda teraz podobnie: wielodniowe postoje, niepewność i pytanie, czy węgiel uda się jeszcze kupić przed chłodami. Przy kopalniach Jankowice i Chwałowice widać sznury samochodów, a kierowcy mówią wprost, że takiej sytuacji dawno nie było.
Najbardziej odczuwalne są limity załadunku. Przewoźnicy twierdzą, że miesiąc temu obowiązywało ograniczenie do 20 ton, a od tego tygodnia już tylko do 10 ton. Jak podkreślają, o zmianie nie zostali uprzedzeni. Nowe zasady poznają dopiero po długim oczekiwaniu albo przy okienku obsługi.
To od razu odbija się na liczbie obsłużonych klientów. Jeśli gospodarstwo domowe zamawia zwykle około 5 ton węgla, to przy limicie 10 ton na dobę kopalnia wydaje opał zaledwie dla dwóch–czterech odbiorców.
Kto stoi najdłużej?
Na placach przykopalnianych czas płynie wyjątkowo wolno. Przy KWK Jankowice, gdzie sprzedawany jest węgiel typu orzech, około 20 ciężarówek oznacza nawet 10 dni oczekiwania, a minimum to dziś 4 dni.
Jeszcze trudniej jest w KWK Chwałowice przy ekogroszku. Wcześniej kierowcy czekali tam około 8 dni, teraz – po kolejnym przycięciu limitów – mówi się już o 16 dniach. W poniedziałek (5 października) w kolejce stało 167 pojazdów. Jak mówią przewoźnicy, obniżenie i tak niewielkich limitów o połowę od razu podwoiło czas oczekiwania.
Nieco lepiej wygląda sytuacja w KWK Marcel, gdzie na węgiel typu orzech czeka się średnio około 2 dni. Dla wielu kierowców to jednak nadal za długo, zwłaszcza że każda doba postoju oznacza kolejne koszty.
Małe firmy pod ścianą
Najmocniej uderza to w mniejszych przewoźników. Z ich relacji wynika, że przy tak rzadkich kursach trudno utrzymać biznes. Jeden z kierowców mówi, że przy 2–4 kursach w miesiącu nie da się spiąć wydatków na ZUS i paliwo, dlatego musi zawiesić firmę.
Przewoźnicy zwracają też uwagę, że nikt nie daje im jasnych odpowiedzi, skąd biorą się ograniczenia i jak długo potrwają. Wskazują, że decyzje zapadają w Katowicach, a lokalne kopalnie odsyłają ich wyżej.
Węgiel jest, a zwały puste?
Największe zdziwienie budzi to, że według kierowców i związkowców wydobycie nie zostało zatrzymane. Z informacji uzyskanych na miejscu wynika, że sama kopalnia Jankowice wydobywa około 7 000 ton węgla na dobę. Mimo to place przykopalniane mają wyglądać na wymiecione.
Podobne problemy widać także na prywatnych składach opału w regionie. Tam towaru jest mało, a ceny rosną. Za tonę ekogroszku bezpośrednio na kopalni trzeba zapłacić nawet 1700 zł, a na składach prywatnych stawki przekraczają 2000 zł, o ile węgiel w ogóle się pojawia. Odbiorcy indywidualni, w tym emeryci górniczy, nie zawsze mogą kupić opał w ramach limitów albo na tzw. „książeczki”.
Wąskim gardłem pozostaje także sama dostępność ekogroszku. W najbliższej okolicy oferują go tylko KWK Chwałowice oraz – znacznie dalej, bo o dziesiątki kilometrów – KWK Ziemowit. To dodatkowo wydłuża kolejki i komplikuje odbiór.
PGG: to sezonowy wzrost zainteresowania
Do Polskiej Grupy Górniczej trafiły pytania o przyczynę limitów, ich wysokość w KWK Jankowice i KWK Chwałowice, a także o to, czy zostaną podniesione w najbliższych dwóch tygodniach. Spółka nie odniosła się wprost do konkretnych liczb, ale przekonuje, że takie rozwiązania nie są niczym nowym.
„Dobowe limity sprzedaży i wydawania węgla w sklepach stacjonarnych przy kopalniach nie są rozwiązaniem wprowadzonym w ostatnim czasie. Tego rodzaju limity funkcjonują od lat jako element organizacji pracy tego kanału sprzedaży i służą bieżącemu zarządzaniu procesem sprzedaży oraz wydawania węgla pod względem logistycznym i dystrybucyjnym. W tym zakresie nic się nie zmieniło” – przekazała Ewa Grudniok, rzeczniczka prasowa PGG.
Spółka zaznacza, że sklepy stacjonarne przy kopalniach są tylko jednym z kanałów sprzedaży, a ich działanie zależy od bieżącej produkcji, dostępności sortymentów, przygotowania węgla do sprzedaży, załadunku i przepustowości punktów wydawczych. Według PGG dobowy limit nie oznacza braku węgla.
„Obecnie obserwujemy właśnie takie sezonowe spiętrzenie popytu” – podkreśla spółka, dodając, że przez większość roku limity nie są w pełni wykorzystywane, a większe zainteresowanie pojawia się wraz ze стартem sezonu grzewczego.
PGG twierdzi też, że zachęca do kupowania opału z wyprzedzeniem i równomiernie przez cały rok. W sytuacji większego zainteresowania organizacja sprzedaży ma być dostosowywana do możliwości zakładów. Spółka dodaje, że jeśli warunki pozwalają na zwiększenie poziomu sprzedaży lub wydawania węgla, decyzje zapadają operacyjnie.
„Chwilowa niedostępność określonego sortymentu lub ograniczona liczba możliwych odbiorów w konkretnym punkt nie oznacza braku węgla w Spółce” – zaznacza PGG.
Tymczasem pod kopalniami w Rybniku sytuacja wciąż pozostaje napięta, a przewoźnicy nie wykluczają ostrzejszych działań, jeśli nic się nie zmieni. W grę wchodzi nawet zablokowanie bram kopalnianych i nagłośnienie sprawy w mediach ogólnokrajowych.
Jak wyglądają wasze próby zakupu węgla w ostatnim czasie? Redakcja czeka na komentarze czytelników.


.png)











