Od 2030 r. wejdą w życie ostrzejsze limity dla jakości powietrza, a samorządy, które ich nie osiągną, będą mogły starać się o więcej czasu. Problem w tym, że wnioski trzeba przygotować do 2028 r., a według Andrzeja Guły wiele gmin już dziś nie ma na to szans bez szybkich działań.
W Silesii i całym regionie temat smogu wraca co roku jak bumerang, ale tym razem stawka jest jeszcze wyższa: od 2030 r. mają obowiązywać nowe, znacznie ostrzejsze normy jakości powietrza. Jeśli gminy nie zdążą ich spełnić, będą mogły prosić o dodatkowy czas. Trzeba jednak pamiętać, że na przygotowanie takich kroków nie będzie dużo miejsca do namysłu.
Do 2028 r. trzeba mieć gotowy plan
Andrzej Guła, prezes Polskiego Alarmu Smogowego, podkreśla, że samorządy powinny już teraz myśleć o tym, czy skorzystają z mechanizmu derogacji. W przypadku pyłu zawieszonego możliwe jest odsunięcie w czasie nawet o 10 lat, a przy dwutlenku azotu o 5 lat.
- Do 2028 r. muszą być przygotowane wnioski derogacyjne wraz z planem naprawczym - mówi Guła w rozmowie z Portalem Samorządowym. Bez tego nowe zasady po prostu wejdą w życie i zaczną obowiązywać.
Nowe limity będą niższe niż dziś
Unijna dyrektywa przewiduje wyraźne obniżenie dopuszczalnych stężeń zanieczyszczeń. Średnioroczne normy dla PM2,5 mają spaść z 20 do 10 µg/m sześc., dla PM10 z 40 do 20 µg/m sześc., a dla dwutlenku azotu z 40 do 20 µg/m sześc. Do tego dochodzi nowy dobowy poziom dopuszczalny dla pyłu PM2,5, wynoszący 25 µg/m sześc.
Jak zwracają uwagę eksperci, dla wielu polskich gmin będzie to bardzo trudne do osiągnięcia. Andrzej Guła mówi wprost, że trzeba się liczyć z tym, iż spora część samorządów nie spełni nowych wymagań.
Jeśli nie będzie poprawy, mogą skończyć się w sądzie
Szef PAS zwraca też uwagę na możliwe konsekwencje dla mieszkańców. Jeśli powietrze nie zacznie się poprawiać, ludzie mogą zacząć domagać się swoich praw w sądach. - Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie - widząc, że nie ma poprawy - decydują się na batalię sądową - komentuje.
Dodaje, że taka możliwość już istnieje, więc w razie braku działań ze strony samorządów presja może szybko przenieść się z poziomu urzędów do sal sądowych.
„Czyste Powietrze” traci zaufanie
Guła łączy walkę o czystsze powietrze także z finansowaniem inwestycji. Bez pieniędzy trudno będzie wymieniać stare źródła ciepła i przeprowadzać kolejne modernizacje. A tu, jego zdaniem, sytuacja wygląda źle, bo zainteresowanie programem „Czyste Powietrze” mocno spadło.
Program, uruchomiony w 2018 r, szybko zdobył popularność, ale od 2023 r. notuje wyraźne załamanie. Według prezesa PAS winne są m.in. nieuczciwe praktyki rynkowe oraz problemy aparatu obsługującego wnioski i dotacje.
Polski Alarm Smogowy sygnalizuje też wielomiesięczne zatory i długie czekanie na wypłatę pieniędzy. Zdaniem Guły bez reformy nie uda się odbudować zaufania mieszkańców do programu.
Cel jest ogromny, a wniosków za mało
Nowa odsłona programu zakłada likwidację 2,5 mln przestarzałych źródeł ciepła do roku 2030. Tymczasem - jak wylicza Guła - rocznie wpływa zaledwie ok. 40 tys. wniosków. To oznacza, że przy obecnym tempie realizacji cel można by osiągnąć dopiero za kilkadziesiąt lat.
Dlatego PAS zapowiada apel do rządu o szybkie naprawienie programu, który ma kluczowe znaczenie dla poprawy jakości powietrza. Problem w tym, że jeśli przygotowania do nowych norm nie ruszą odpowiednio wcześnie, mieszkańcy wielu gmin mogą odczuć skutki nie tylko w statystykach, ale przede wszystkim w codziennym oddychaniu.


.png)












