Rządowy projekt, który trafił do Sejmu 8 października 2026 r., pozwala pracodawcy zwrócić się do uczelni o potwierdzenie wykształcenia bez pytania pracownika o zgodę.
Na pierwszy rzut oka to zmiana, która brzmi jak sprawa z działu kadr, ale dla zwykłych pracowników może mieć bardzo konkretne skutki. Jeśli nowe przepisy zostaną uchwalone, szef będzie mógł sprawdzić papierowy dyplom u źródła, a odpowiedź uczelni ma nadejść w ciągu 30 dni.
Kogo to może objąć?
Nie chodzi wyłącznie o osoby, które dopiero szukają zatrudnienia. Projekt przyjęty przez Radę Ministrów 6 października 2026 r. obejmuje także tych, którzy od lat pracują w tej samej firmie. Długoletni staż nie zamyka drogi do takiej weryfikacji, a znaczenia nie ma też to, czy studia skończyłeś 5, 10 czy 20 lat temu.
Zmiana ma dotyczyć przede wszystkim tradycyjnych dokumentów, których nie da się łatwo sprawdzić w nowych rejestrach elektronicznych. W praktyce więc stary dyplom nie zawsze będzie już dokumentem „raz na zawsze schowanym do szuflady”.
Bez zgody, ale nie bez powodu
Najwięcej emocji budzi to, że pracodawca nie będzie musiał prosić o zgodę na sam kontakt z uczelnią. To jednak nie oznacza pełnej dowolności. Wniosek będzie można złożyć tylko wtedy, gdy pojawią się uzasadnione wątpliwości co do danych z papierowego dyplomu.
Zapytanie ma mieć formę elektroniczną i musi zawierać uzasadnienie. Uczelnia otrzyma je oficjalnie, a nie „na wszelki wypadek” wobec całej załogi.
Ile kosztuje taka kontrola?
Sprawdzenie wykształcenia nie będzie darmowe. Za procedurę pracodawca zapłaci 1% minimalnego wynagrodzenia za pracę. To właśnie ta stawka ma stanowić opłatę za potwierdzenie danych z archiwum uczelni.
Dla pracownika ważne jest też to, że sam mechanizm nie ma służyć do szybkiego wyciągania konsekwencji. Jeśli pojawi się różnica między dokumentami a odpowiedzią uczelni, nie oznacza to automatycznie problemów z zatrudnieniem.
Co z umową zlecenie i dziełem?
Nowe zasady mają objąć wyłącznie osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Z projektu wyłączono osoby współpracujące wyłącznie na umowach cywilnoprawnych, czyli między innymi na umowie zlecenie albo umowie o dzieło.
Warto jednak pamiętać, że brak dostępu do tej konkretnej procedury nie znaczy, że pracodawca nie może korzystać z innych prawnych sposobów sprawdzania kwalifikacji zleceniobiorców czy wykonawców dzieła.
Gdy dane się nie zgadzają
Eksperci uspokajają, że negatywny wynik weryfikacji nie musi oznaczać zwolnienia dyscyplinarnego. Rozbieżności mogą wynikać choćby ze zmiany nazwiska albo z błędów w archiwum uczelni. Sama procedura ma jedynie potwierdzić dane, a ewentualne skutki będą oceniane indywidualnie na gruncie prawa pracy.
Na kiedy planowane są zmiany?
Na razie to nadal projekt ustawy. Dokument trafił do Sejmu 8 października 2026 r., więc przed nim dopiero prace parlamentarne. Według założeń nowe przepisy mają zacząć obowiązywać po 30 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Dopóki procedura legislacyjna się nie zakończy, nic jeszcze nie zmienia się w codziennym życiu pracowników. Jeśli jednak projekt przejdzie cały proces, wiele osób będzie musiało liczyć się z tym, że dawny dyplom może zostać sprawdzony ponownie.


.png)









.png)

















