Na Śląsku i w regionie przygranicznym widać coraz więcej miejsc, które po kopalniach nadal czekają na nowe przeznaczenie. Eksperci przekonują, że właśnie tam partnerstwo publiczno-prywatne może pomóc szybciej otworzyć teren dla mieszkańców, ale tylko wtedy, gdy ryzyka zostaną uczciwie podzielone.
W województwie śląskim nadal nie brakuje obszarów, które po zakończeniu działalności górniczej stoją niewykorzystane. Dla mieszkańców oznacza to zwykle puste place, zniszczoną infrastrukturę i miejsca, które nie służą ani rekreacji, ani gospodarce. Rewitalizacja takich terenów może to zmienić, ale najpierw trzeba znaleźć na nią pieniądze i sposób, by nie utknąć na lata w papierach oraz sporach o odpowiedzialność.
Co można tam zrobić zamiast pustki
Na wrześniowej konferencji Future Mining Forum & Expo 2026 przypominano, że dawne tereny poprzemysłowe mogą zyskać różne funkcje: od nowych zakładów i magazynów, po przestrzenie mieszkaniowe czy miejsca wypoczynku. Tyle że każde z takich rozwiązań wymaga dużych nakładów, a po drodze pojawiają się przeszkody techniczne i prawne.
Tomasz Konior, architekt, urbanista i założyciel Konior Studio, zwracał uwagę, że w tym przypadku nie da się liczyć wyłącznie na publiczną kasę. Jak podkreślał, ważna jest współpraca prywatnego kapitału z publicznym finansowaniem oraz zarządzaniem procesami istotnymi dla społeczności lokalnych. Dla niego liczy się też trwałość efektu, bo nie chodzi o działanie na jeden sezon.
Podobnie mówił dr hab. inż. Tomasz Bradecki, dziekan Wydziału Architektury na Politechnice Śląskiej. Jego zdaniem nie wszystko da się przeprowadzić w ramach prawa zamówień publicznych, a największy potencjał może dawać właśnie PPP. Wskazywał też, że zagraniczne przykłady pokazują, iż taki model działa.
Dlaczego samorządy oglądają każdą złotówkę dwa razy
Rewitalizacja terenów pogórniczych jest kosztowna, długa i obarczona ryzykiem. Chodzi nie tylko o samą przebudowę, ale też o zanieczyszczenia historyczne, skutki eksploatacji górniczej, stabilność gruntu czy stan infrastruktury podziemnej. Właśnie dlatego samorządy podchodzą do takich projektów ostrożnie.
Michał Urgoł, prezydent Jastrzębia-Zdroju i przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Gmin Górniczych, ocenia jednak, że PPP może być jedną z dróg dla takich inwestycji, zwłaszcza tam, gdzie skala potrzeb przekracza możliwości finansowe gminy. Zaznacza przy tym, że odpowiedzialność, koszty i ryzyka muszą zostać właściwie rozdzielone między stronę publiczną i prywatną. Bez tego samorząd nie zyska przewidywalności i bezpieczeństwa.
W podobnym tonie wypowiada się Katarzyna Spadło, kierująca Centrum Doradztwa Rewitalizacyjnego w Instytucie Rozwoju Miast i Regionów. Jej zdaniem PPP ma sens przy przekształceniach terenów pogórniczych, ale kluczowe są przyszłe zyski inwestora prywatnego. Dlatego takie umowy najczęściej udają się w dużych miastach, gdzie rynek nieruchomości jest atrakcyjniejszy. Jako przykłady wskazywała Gdańsk i Opole.
Nie wszędzie ten sam przepis na sukces
Ekspertka podkreśla, że mniejsze miejscowości często wypadają z tego wyścigu, bo zwrot z inwestycji bywa tam zbyt niski. To znaczy, że PPP nie jest rozwiązaniem dla każdego terenu, nawet jeśli potrzeba zmian wydaje się oczywista.
Bartosz Mysiorski, prezes Zarządu Fundacji Centrum PPP, zwraca uwagę, że bez prywatnego kapitału wiele takich projektów po prostu nie ruszy. Jego zdaniem samorządy i spółki Skarbu Państwa zwykle nie mają ani wystarczających środków, ani doświadczenia, by samodzielnie dźwignąć tak trudne zadanie. Z kolei inwestor prywatny nie chce brać na siebie całego ryzyka przywracania terenu do użytku.
Właśnie dlatego, jak mówi Mysiorski, PPP pozwala rozdzielić ryzyka rozsądnie i połączyć kapitał prywatny z publicznym, także ze środkami unijnymi, na przykład z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. W takim modelu widzi duży potencjał dla terenów brownfield.
214 umów i wciąż sporo obaw
W Polsce partnerstwo publiczno-prywatne funkcjonuje od kilkunastu lat, ale nadal nie jest powszechnie stosowane. Do I kwartału 2026 r. podpisano 214 umów PPP. To pokazuje, że narzędzie istnieje, lecz wciąż budzi respekt, zwłaszcza po stronie publicznej.
Największe wątpliwości dotyczą przygotowania projektu, jego skomplikowania oraz tego, czy da się go bezpiecznie prowadzić w obowiązujących przepisach, także finansowych. Według Mysiorskiego problemem nie są jednak same przepisy o PPP i koncesjach, bo one w zasadzie wystarczają. Większą przeszkodą pozostają praktyka i mentalna ostrożność decydentów.
- jaśniejsze zasady odpowiedzialności za historyczne zanieczyszczenia i szkody górnicze,
- prostsze przekazywanie gruntów pogórniczych, np. przejmowanych przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń,
- wzorcowe umowy i wytyczne dla projektów typu brownfield,
- łatwiejsze łączenie PPP z finansowaniem unijnym i publicznymi gwarancjami.
Prezes Fundacji Centrum PPP uważa też, że większą pewność dałoby jednoznaczne potwierdzenie w przepisach lub oficjalnych wytycznych, iż podział ryzyka wykonany zgodnie z analizą przedrealizacyjną nie narusza dyscypliny finansów publicznych. Bez tego nawet dobrze przygotowane przedsięwzięcia mogą przegrywać z ostrożnością osób podejmujących decyzje.
W ocenie ekspertów właśnie takie projekty mogą być ważnym elementem sprawiedliwej transformacji regionów górniczych. Warunkiem jest jednak dobre przygotowanie i uczciwy podział odpowiedzialności między sektor publiczny i prywatny.


.png)









.png)















