W łódzkim Parku im. Kilińskiego trwa przedsięwzięcie, które ma przywrócić rzece Lamus jej naturalne miejsce w krajobrazie.
Odnowa miejskich cieków wodnych należy dziś do najważniejszych działań podejmowanych w odpowiedzi na kryzys klimatyczny i rosnącą dominację betonu w miastach. Łódź stała się jednym z najbardziej widocznych przykładów zmiany myślenia o przestrzeni miejskiej: rzeka Lamus, od ponad stulecia ukryta w podziemnym kanale, znów pojawia się na powierzchni w Parku im. Kilińskiego. Dzięki tej inwestycji ciek odzyska swoje naturalne funkcje, a otoczenie zyska więcej zieleni, większą różnorodność biologiczną i niższą temperaturę.
Lamus to jedna z około dwudziestu łódzkich rzek, które w XIX i XX wieku zostały zamknięte w murowanych kanałach. Kiedyś napędzał młyny i zakłady przemysłowe, lecz wraz z rozrostem miasta i narastającym zanieczyszczeniem został schowany pod ziemię. Pod koniec XIX wieku jego bieg przeprowadzono niemal dwukilometrowym kanałem, przez co rzeka utraciła większość swoich pierwotnych walorów przyrodniczych.
Prowadzone obecnie roboty obejmują ukształtowanie nowego koryta, umocnienie brzegów, zabiegi pielęgnacyjne przy drzewach oraz stworzenie zaplecza rekreacyjnego. W następnych etapach pojawią się alejki spacerowe, elementy małej architektury, oświetlenie i system monitoringu. Całość ma zostać ukończona jeszcze w 2026 r.
Całe przedsięwzięcie wpisuje się w coraz silniejszy w Europie nurt przywracania miejskim rzekom ich naturalnego charakteru. Przez dziesięciolecia cieki prostowano, regulowano i zasłaniano betonem, uznając je za przeszkodę dla rozwoju zabudowy. Dzisiaj coraz więcej samorządów rezygnuje z takiego podejścia, traktując naturalne rzeki jako istotny element przystosowywania miast do zmian klimatycznych.
Skala wyzwania potwierdzają liczby. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że miasta generują około 70% emisji gazów cieplarnianych, a jednocześnie mieszka w nich mniej więcej 75% obywateli Unii Europejskiej. To właśnie tereny miejskie są najbardziej narażone na skutki upałów oraz gwałtownych ulew. Europejska Agencja Środowiska zwraca z kolei uwagę, że uszczelnianie przestrzeni przez beton i asfalt ogranicza przenikanie wody do gleby, zwiększa zagrożenie lokalnymi zalaniami i wzmacnia efekt miejskiej wyspy ciepła.
Zjawisko betonozy jest dobrze znane także w Polsce. Rynki, parkingi i ulice pokryte dużą ilością nieprzepuszczalnych nawierzchni sprawiają, że w czasie intensywnych opadów deszczówka niemal natychmiast trafia do kanalizacji, zamiast zasilać zasoby podziemne. Instytut Ochrony Środowiska podkreśla, że zatrzymywanie wody opadowej tam, gdzie spadła, poprzez tworzenie terenów zielonych, ogrodów deszczowych, niecek retencyjnych czy odkrywanie rzek, ogranicza ryzyko podtopień, poprawia nawodnienie gleby i obniża temperaturę otoczenia.
Polska należy do państw z najmniejszymi zasobami wody w przeliczeniu na jednego mieszkańca w całej Unii Europejskiej, a skutki zmian klimatu dodatkowo nasilają ten deficyt. Rocznie kraj dysponuje około 60 mld m³ odnawialnych zasobów słodkiej wody, lecz podczas suszy ilość ta spada poniżej 40 mld m³. Oznacza to od 1,1 do 1,6 tys. m³ na osobę rocznie, czyli mniej niż 1,7 tys. m³ wskazywane przez ONZ jako próg bezpieczeństwa wodnego. W praktyce przekłada się to na coraz większe ryzyko braków wody. Z tego powodu zatrzymywanie jak największej części opadów w miastach staje się jednym z najważniejszych działań w gospodarowaniu wodą.
Powrót rzek do naturalnych koryt sprzyja jednocześnie odbudowie bioróżnorodności, poprawie jakości wód oraz tworzeniu atrakcyjnych miejsc wypoczynku. Łódzka inwestycja pokazuje, że dawne cieki mogą znów stać się cennym elementem miejskiego pejzażu i równocześnie wspierać miasta w przygotowaniu się na coraz silniej odczuwalne konsekwencje zmian klimatycznych.
Czytaj także:
Niedobór wody zagrożeniem dla gospodarki. Polska stoi przed poważnym wyzwaniem
Betonoza zagrożeniem dla zdrowia i życia mieszkańców
fot. UM Łódź
oprac. /kp/


.png)
















