54% osób kupujących uważa, że przedsiębiorstwa zbyt często nadużywają haseł związanych z ekologią w reklamach i komunikacji marketingowej.
Od 27 września zaczną obowiązywać nowe reguły dotyczące informowania klientów o proekologicznych właściwościach towarów i usług. Jest to efekt wdrażania unijnej dyrektywy 2024/825, której zadaniem jest ograniczenie greenwashingu, czyli pokazywania produktów lub całej działalności firm jako bardziej przyjaznych środowisku, niż rzeczywiście są. Dla biznesu oznacza to obowiązek ponownego przejrzenia oznaczeń, opakowań, reklam oraz innych materiałów promocyjnych.
Przepisy mają ukrócić używanie nieprecyzyjnych określeń takich jak „ekologiczny”, „zielony” czy „przyjazny dla planety”, jeśli firma nie potrafi jasno wykazać, co dokładnie za nimi stoi. Każde stwierdzenie odnoszące się do wpływu produktu lub przedsiębiorstwa na środowisko będzie musiało mieć oparcie w konkretnych dowodach, a w niektórych sytuacjach także w certyfikatach. Zabronione będzie również opisywanie całego wyrobu jako ekologicznego, gdy jedynie jego część ma taki charakter, na przykład wtedy, gdy z materiałów z recyklingu wykonano wyłącznie opakowanie.
Analogiczne zasady obejmą także komunikaty dotyczące „zielonego” charakteru całej firmy. Przedsiębiorstwo nie będzie mogło przedstawiać się jako przyjazne dla środowiska, jeśli taka cecha dotyczy tylko jednego zakładu, pojedynczego produktu albo fragmentu działalności. Zmiany sięgną również po znaki i symbole sugerujące ekologiczność wyrobu. Zakazane będzie używanie własnych, niezweryfikowanych oznaczeń, które mogłyby wyglądać jak oficjalne certyfikaty albo potwierdzone standardy środowiskowe. – Zdarza się, że na produktach pojawiają się różne zielone listki czy drzewka, które przedsiębiorcy tworzą samodzielnie. Teraz takie praktyki będą niedozwolone. W skrócie: jeśli firma twierdzi, że jest eko albo działa z troską o środowisko, musi dokładnie wyjaśnić, co to oznacza, i potrafić to udowodnić. Konsumenci zobaczą więc zdecydowanie mniej tego typu komunikatów – mówi Urszula Kopeć, adwokat w Kancelarii Radcy Prawnego dr Anna Banaszewska.
W praktyce przedsiębiorcy będą musieli bardzo dokładnie sprawdzić całą swoją komunikację. Analizie powinny zostać poddane między innymi etykiety, opakowania, reklamy, strony internetowe oraz wszelkie informacje przekazywane klientom. Trudnością może okazać się zwłaszcza dostosowanie już wytworzonych towarów, które znajdują się w sprzedaży albo leżą w magazynach, ponieważ projektowane regulacje nie przewidują okresu przejściowego. – Możliwe, że na produktach pojawią się naklejki zakrywające grafiki stworzone przez samych przedsiębiorców, bo po prostu przestaną być zgodne z prawem – zwraca uwagę ekspertka.
O tym, że konsumenci coraz ostrożniej podchodzą do zielonych deklaracji, świadczą także wyniki VIII edycji EKObarometru opublikowanej w czerwcu przez SW Research. Z badania wynika, że w ciągu poprzedniego miesiąca 31% ankietowanych widziało reklamę produktu lub usługi odwołującą się do ekologii. Jednocześnie 64% uczestników badania uznało, że takie sformułowania są często używane głównie jako chwyt promocyjny, a 54% stwierdziło, że firmy zbyt mocno akcentują ekologię w swoich kampaniach. Pojęcie greenwashingu prawidłowo zdefiniowało 35% respondentów, czyli o 3 punkty procentowe więcej niż wcześniej.
Nowe przepisy obejmą także inne komunikaty ważne dla kupujących. Firmy będą musiały jasno informować o tym, czy produkt da się naprawić i w jakim zakresie. W przypadku urządzeń, a także treści i usług cyfrowych, konsumenci mają otrzymywać informacje o czasie, przez jaki producent zapewnia aktualizacje. Większej przejrzystości mają podlegać również gwarancje oraz uprawnienia wynikające z obowiązujących przepisów.
Nadzór nad egzekwowaniem nowych zasad przypadnie Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na początku działania UOKiK mają mieć głównie charakter edukacyjny i polegać przede wszystkim na wzywaniu przedsiębiorców do usunięcia naruszeń, jednak później możliwe będą także kary finansowe. W przypadku praktyk godzących w zbiorowe interesy konsumentów sankcja może wynieść nawet 10% obrotu osiągniętego przez firmę w roku poprzedzającym jej nałożenie. Z punktu widzenia przedsiębiorców to sygnał, że jeszcze przed wejściem przepisów w życie warto sprawdzić, czy stosowane hasła i oznaczenia ekologiczne mają realne podstawy i dają się odpowiednio udokumentować.
Czytaj także: Prawo do naprawy staje się faktem. Co unijna dyrektywa oznacza dla biznesu?
fot. magnific.com
oprac. /kp/


.png)














.png)











