Mimo że prima aprilis sprzyja żartobliwym sytuacjom, niektóre drobne kłamstwa podczas rekrutacji mogą przynieść duże straty.
1 kwietnia, znany jako prima aprilis, zazwyczaj wiąże się z drobnymi żartami i radosnym obchodzeniem kłamstwa. Jednakże, przypisywanie fałszywych cech w procesie rekrutacyjnym to nie tylko wyjątkowy przypadek, lecz stały element interakcji pomiędzy kandydatami a pracodawcami. Motywy obu stron są podobne, wynikają z dążenia do zdobycia przewagi na rynku, a skutki takich działań rzadko kończą się pozytywnie.
Aż 46% Polaków przyznaje, że jest gotowych do mniejszych lub większych kłamstw, aby uzyskać wymarzoną posadę, wynika z badania przeprowadzonego przez Grupę Progres. Najczęściej dotyczy to zawyżania znajomości języków obcych, rozszerzania obowiązków z poprzednich miejsc pracy czy przypisywania sobie sukcesów całego zespołu. Niekiedy można też spotkać się z przedłużaniem okresu zatrudnienia lub wspominaniem o referencjach, które nigdy nie zostały wydane. Koloryzacja ma miejsce również w trakcie rozmów kwalifikacyjnych, gdzie kandydaci podkreślają umiejętności, których tak naprawdę nie mają, twierdzą, że potrafią pracować w zespole lub są kreatywni, mimo że ich styl pracy jest odmienny, a także zapewniają o dobrej organizacji pracy, mimo problemów z dotrzymywaniem terminów. W niektórych przypadkach ukrywają również informacje zdrowotne, które mogą mieć wpływ na wykonywanie zawodowych zadań.
– Coraz więcej ludzi dostrzega, że transparentność w rekrutacji powinna stanowić podstawę tego procesu. Niestety, wciąż są tacy, którzy próbują tę podstawę osłabiać. Granica między odpowiednią autoprezentacją a manipulacją jest często cienka, a jej przekroczenie prowadzi do rozczarowań po obu stronach i przynosi straty. To poważny cios w wizerunek, zwłaszcza gdy wieści o takim zachowaniu – niezależnie od tego, czy skłamał pracodawca czy kandydat – zaczynają się rozprzestrzeniać. Zbudowanie reputacji zajmuje latami, a rozmowa pełna nieprawdy może ją zrujnować w zaledwie pięć minut – zauważa Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.
Nowe technologie zyskują na znaczeniu w procesie rekrutacji oraz w modyfikowaniu CV. Jak wskazują specjaliści Grupy Progres, kandydaci często sięgają po narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, aby stworzyć CV zgodne z określonymi ogłoszeniami, zbudować portfolio lub wygenerować odpowiedzi na pytania rekrutacyjne. Zdarza się również, że AI wykorzystywane jest do retuszu zdjęć dodawanych do aplikacji czy do wytwarzania certyfikatów szkoleń. Podczas rozmów w formie zdalnej niektórzy korzystają z dynamicznie generowanych podpowiedzi, co pozwala im wydawać się lepiej przygotowanymi, niż są w rzeczywistości. – Dziś dostęp do narzędzi, które umożliwiają profesjonalną prezentację na papierze jest prosty. Problem pojawia się, gdy ta prezentacja nie idzie w parze z rzeczywistymi umiejętnościami. Rekruterzy coraz częściej dostrzegają różnice między tym, co znajduje się w CV czy portfolio, a tym, co kandydat potrafi pokazać w praktyce. Widać również, że takie narzędzia bywają wykorzystywane nieumiejętnie – odpowiedzi są niespójne, zbyt ogólne, albo nieadekwatne do zadanych pytań, co szybko ukazuje brak rzetelnego przygotowania – zwraca uwagę Magda Dąbrowska.
Nieprawdziwe informacje występują także ze strony pracodawców. Z badań Grupy Progres wynika, że 34% kandydatów zauważa niedobór informacji w ofertach pracy, a 29% dostrzega różnice między treścią ogłoszenia a faktycznym zakresem obowiązków. Niektórzy pracodawcy pomijają trudniejsze aspekty pracy, zawyżają możliwości rozwoju lub przedstawiają kulturę organizacyjną w bardziej korzystnym świetle niż jest w rzeczywistości. Bywa również, że wynagrodzenie oraz benefity opisane są nieprecyzyjnie, a szczegóły ujawniają się dopiero w późniejszych etapach rekrutacji.
Eksperci ostrzegają, że wiele z takich działań może być postrzeganych jako nieszkodliwe „podrasowywanie” rzeczywistości, ale mogą one prowadzić do poważnych konsekwencji. Ujawnienie nieprawdziwych informacji przez pracownika może skutkować rozwiązaniem umowy o pracę, łącznie z dyscyplinarnym zwolnieniem. W przypadku użycia sfałszowanych dokumentów lub celowego wprowadzania pracodawcy w błąd, sprawa może zostać potraktowana jako przestępstwo. Zgodnie z kodeksem karnym, posługiwanie się podrobionymi dokumentami oraz działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej może pociągać za sobą kary pieniężne lub nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Odpowiedzialność dotyczy także pracodawców. Wprowadzanie kandydatów w błąd w sprawie warunków zatrudnienia może prowadzić do roszczeń odszkodowawczych oraz interwencji organów kontrolnych, w tym Państwowej Inspekcji Pracy. W dobie internetu i platform z opiniami, każda nieścisłość szybko staje się publiczna, co może wpłynąć negatywnie na reputację firmy.
– Mimo że 1 kwietnia sprzyja żartom, w rekrutacji zdecydowanie lepiej działa szczerość. To ona kreuje trwałe relacje, redukuje rotację i pozwala uniknąć rozczarowań, które – w przeciwieństwie do żartów primaaprilisowych – nie kończą się śmiechem. Każde odstępstwo od prawdy prędzej czy później wychodzi na jaw i zazwyczaj prowadzi do konkretnych konsekwencji – podsumowuje Magda Dąbrowska.
fot.
oprac. /kp/

