Fenomen Bare Minimum Monday, zapoczątkowany w mediach społecznościowych, zyskuje na znaczeniu jako metoda walki ze stresem oraz wypaleniem w pracy.
Coraz częściej w polskich biurach pojawia się trend nazwany Bare Minimum Monday, który polega na celowym zmniejszaniu tempa pracy w poniedziałek. Inicjatywa ta zrodziła się w 2022 roku z inicjatywy amerykańskiej influencerki Marisy Jo Mayes i zdobyła dużą popularność na platformie TikTok jako reakcja na rosnące napięcie związane z wynikami oraz powszechne wypalenie zawodowe. Termin "bare minimum" oznacza "minimalne konieczne" i odnosi się do concentrowania się wyłącznie na najważniejszych obowiązkach. W środowisku pracy chodzi o ograniczenie liczby zadań oraz tempa w poniedziałki, by uniknąć stresującego startu w nowy tydzień, a tym samym dbać o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. To nie jest oznaka braku zaangażowania, lecz próba lepszego zarządzania swoimi zasobami i priorytetami.
Zasięg tego trendu w Polsce jest znaczący, co potwierdzają wyniki badania "Bare Minimum Monday – czym jest ten trend?" przeprowadzonego przez serwis LiveCareer.pl. Aż 46% respondentów stwierdziło, że przynajmniej czasami stosuje zasadę "minimalnego niezbędnego" w poniedziałki. W tej grupie 12% pracowników czyni to regularnie, 20% robi to od czasu do czasu, a 14% zdarza się to sporadycznie. Pozostałe 54% uczestników badania nigdy nie zmienia tempa pracy na początku tygodnia. Choć zjawisko staje się coraz powszechniejsze, opinie na jego temat są podzielone. Dla 43% uczestników badania spowolnienie obowiązków w poniedziałek to znak braku zaangażowania, natomiast blisko 37% respondentów myśli, że niekoniecznie, a co piąta osoba zdecydowanie odrzuca myśl o unikaniu pracy.
Zwolennicy Bare Minimum Monday twierdzą, że nie jest to objaw lenistwa, lecz efektywna strategia zarządzania zasobami osobistymi. Przyglądając się korzyściom płynącym z tej praktyki, można zauważyć, że aż 48% osób praktykujących ten styl pracy zauważa zmniejszenie poziomu stresu i zmęczenia. Co więcej, pracownicy dostrzegają, że wolniejsze tempo skutkuje mniejszą liczbą pomyłek (36%) oraz lepszym porządkiem i planowaniem zadań (36%). 34% osób twierdzi, że spokojniejszy poniedziałek przekłada się na ich większą efektywność w pozostałe dni tygodnia, a co piąty uczestnik badania odczuwa wyższą satysfakcję z pracy. Tylko niewielki procent respondentów wskazuje na negatywne konsekwencje, takie jak obawa przed oceną od współpracowników (5%) czy kumulacje obowiązków (3%).
Małgorzata Sury, ekspertka kariery w LiveCareer.pl, podkreśla, że najważniejsze jest nie tyle samo ograniczenie zadań, ile mądre planowanie i zarządzanie energią. – Pracownicy, którzy świadomie zmniejszają liczbę zadań w poniedziałki, odczuwają wyraźny spadek stresu i zmęczenia, a równocześnie są bardziej efektywni i precyzyjni w kolejnych dniach. To dowodzi, że dobrze zaplanowany początek tygodnia nie wpływa negatywnie na wyniki, a wręcz je podnosi. Rzadkość doświadczania lęku czy opóźnień w pracy pokazuje, że przy odpowiednim planowaniu ryzyko negatywnych skutków jest minimalne – zaznacza. – Niestety, nie wszystkie branże mogą to wdrożyć. Zasada Bare Minimum Monday z łatwością funkcjonuje głównie w pracy biurowej (często zdalnej), artystycznej czy korporacyjnej, jak na przykład celowe przesuwanie spotkań na inne dni tygodnia lub ograniczanie korespondencji do najważniejszych maili. W sektorach wymagających pracy zmianowej, produkcji, opiece zdrowotnej, usługach czy w służbach mundurowych wdrożenie tej metody może być znacznie bardziej skomplikowane – podsumowuje ekspertka.
fot.
oprac. /kp/

