• +48 533 367 799

Klimatyczna neutralność coraz bliżej? UE stawia cel na rok 2040.

Projekt: Ekologia, Środowisko, jakość życia, ekologia
Klimatyczna neutralność coraz bliżej? UE stawia cel na rok 2040.

Nowela przepisów dotyczących klimatu zakłada redukcję emisji o 90% do roku 2040 oraz przesunięcie rozpoczęcia systemu ETS2 na 2028 rok.

W lutym Parlament Europejski zatwierdził nową, ambitną reformę przepisów klimatycznych, mającą na celu osiągnięcie pośredniego celu zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych o 90% do 2040 roku, w porównaniu do stanu z 1990 roku. Przyjęta decyzja to kolejny krok w kierunku osiągnięcia pełnej neutralności klimatycznej w Europie do połowy wieku. Obecne plany przewidują redukcję emisji o 55% do roku 2030, jednak dane dostarczane przez Europejską Agencję Środowiska wskazują, że dotychczasowy spadek osiągnął 36%, a przy aktualnej polityce państw członkowskich realny spadek w roku 2030 może wynieść jedynie 47%.

Wprowadzona reforma, która uzyskała poparcie 413 głosów przy 226 sprzeciwnych, stwarza mechanizmy zwiększające elastyczność dla krajów członkowskich w dążeniu do określonych celów redukcji emisji. Wśród nowych zasad znajduje się m.in. możliwość korzystania z kredytów węglowych oraz zaliczania proklimatycznych inwestycji w krajach partnerskich jako elementu osiągania neutralnych emisji od 2036 roku. Równocześnie Parlament zdecydował się na opóźnienie wdrożenia systemu ETS2, który obejmie budownictwo i transport drogowy – z 2027 na 2028 rok.

Reformy te spotkały się z oporem części posłów, w tym Anny Zalewskiej z Partii Prawo i Sprawiedliwość. - Unijna polityka klimatyczna nie ma nic wspólnego z ochroną naszej planety. Co więcej, Unia stoi właściwie sama. Reszta globu zdecydowała, że nie chce brać udziału w tym szaleństwie. Nie ma to przełożenia na żadne wartości, a w rzeczywistości to ogromny interes finansowy, a właściwie oszustwo. To o pieniądze w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2. Nie zdobędziesz, nie osiągniesz celu, będziesz musiała zapłacić kolejne podatki. Zresztą wszelkie raporty pokazują, że to właśnie obciążenia wynikające z ETS są przyczyną najwyższych na świecie cen energii, co szkodzi europejskiej gospodarce i powoduje ucieczkę firm z UE – ocenia europosłanka.

Zawirowania wokół unijnej polityki klimatycznej pogłębiają się w kontekście planów wprowadzenia wpływów z ETS jako stałego źródła przychodów do budżetu UE na lata 2028-2034. System ten wymusza na sektorze energetycznym oraz w przemyśle energochłonnym zakup pozwoleń na każdą tonę wyemitowanych gazów cieplarnianych – zgodnie z zasadą „zanieczyszczający płaci”, co ma z kolei mobilizować do adaptacji ekologicznych technologii. Nowe rozszerzenie systemu, określane jako ETS2, obejmie także transport i ogrzewanie budynków. Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej, 30% tych dochodów miałoby trafiać do budżetu UE, co generowałoby średnio 9,6 miliardów euro rocznie. Mimo że unijne przepisy klimatyczne w teorii podkreślają solidarność i uwzględniają różnice możliwości państw, sceptycy zauważają, że skutecznie zasada ta jest lekceważona, co prowadzi do drastycznego podwyższenia cen energii w Europie.

Dodatkowo sytuację komplikuje zmieniająca się polityka w Stanach Zjednoczonych. W lutym 2026 roku prezydent Donald Trump unieważnił istotne decyzje dotyczące szkodliwości gazów cieplarnianych, nazywając to największą deregulacją w historii USA, a sekretarz ds. energii Chris Wright ostrzegł, że USA mogą wycofać się z Międzynarodowej Agencji Energetycznej, jeśli ta nie zrezygnuje z dążeń do neutralności emisji. W odpowiedzi na te globalne turbulencje, Parlament Europejski ogłosił, że Komisja Europejska będzie co dwa lata oceniać postępy, biorąc pod uwagę nie tylko wyniki badań naukowych, ale również ceny energii i kondycję przemysłu, co ma umożliwić przyszłe korekty celów na 2040 rok.

- Czy regulacje mogą się jeszcze zmienić? To głównie zależy od rządów poszczególnych krajów, jak będą tworzyć mniejszości blokujące, które nie pozwolą na to szaleństwo i zaczną zmieniać obecny trajektorię działań. I na końcu, wszystko zależy od Europejczyków, którzy po prostu mogą tego nie znieść. Pojawią się negatywne emocje, które nakłonią do przemyślenia tych nieosiągalnych celów. Tym bardziej, że globalnie jesteśmy w tym sami – podsumowuje Anna Zalewska.

fot.
oprac. /kp/