W samorządach, które w ciągu ostatnich 20 lat straciły ponad 20% ludności, obywatele innych państw to przeciętnie nieco poniżej 2% wszystkich mieszkańców.
Z najnowszych, eksperymentalnych wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego, przygotowanych na podstawie analizy tzw. śladów życia, czyli aktywności widocznej w co najmniej dwóch rejestrach administracyjnych, wynika, że pod koniec 2025 r. w Polsce mieszkało 38,8 mln osób. Roczny wzrost liczby ludności był niemal całkowicie efektem napływu cudzoziemców, których przybyło o 215 tys., co podniosło ich łączną liczbę do 2,3 mln. W tej grupie 73% stanowili obywatele Ukrainy.
Dane pokazują wyraźnie, że migranci najczęściej wybierają duże ośrodki regionalne i ich okolice, omijając obszary najmocniej dotknięte depopulacją. W gminach, które przez dwie dekady utraciły ponad jedną piątą mieszkańców, cudzoziemcy odpowiadają średnio za niespełna 2% populacji, podczas gdy w jednostkach rosnących demograficznie ich udział jest ponad dwa razy większy.
Agata Mróz, doradczyni z Zespołu Analiz Procesów Społecznych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, wyjaśnia, że taki układ przepływów migracyjnych przede wszystkim wynika z rynku pracy. Osoby przyjeżdżające do pracy kierują się tam, gdzie łatwiej o zatrudnienie, a najszybciej wyludniające się regiony zwykle mają słabszą ofertę gospodarczą. – Potwierdzały to także wcześniejsze badania dotyczące napływu uchodźców wojennych z Ukrainy do Polski prowadzone w IRWiR PAN. W rozkładzie przestrzennym widać ponadto większy udział cudzoziemców na zachodzie kraju, co wiąże się z obecnością ukraińskiej diaspory budowanej od wielu dekad. Tam, gdzie istnieje już społeczność migrantów, kolejnym przybyszom łatwiej i taniej jest się osiedlić, a ryzyko związane z migracją spada – podkreśla ekspertka.
Autorka analizy zaznacza jednak, że dobrze zaprojektowana polityka lokalna może wpływać na kierunek napływu ludności. Przywołuje w tym kontekście fińską gminę Närpiö, która od końca lat 80. XX w. konsekwentnie przyciąga migrantów, aby zapewnić pracowników lokalnemu ogrodnictwu i podtrzymać rozwój obszaru. Dzięki temu wieloletni spadek liczby mieszkańców udało się zatrzymać, a dziś gmina notuje niewielki wzrost populacji. – Ten przykład pokazuje, że w odpowiednich warunkach przemyślana polityka migracyjna może stać się częścią strategii kontrolowanego, inteligentnego kurczenia się, jeśli samorząd odpowiednio wcześnie rozpozna swoją przewagę gospodarczą i stworzy warunki do trwałego osiedlenia nowych mieszkańców – wskazuje Agata Mróz.
Takie przypadki można znaleźć także w Polsce. Jak zauważa ekspertka PIE, wśród gmin tracących ludność są również takie, które dzięki wyspecjalizowanej gospodarce przyciągają obcokrajowców. Przykładem jest Międzyrzec Podlaski w woj. lubelskim, gdzie mimo spadku liczby mieszkańców o około 12% cudzoziemcy stanowią 11% populacji. O atrakcyjności tej gminy decydują przede wszystkim duże zakłady przemysłowe oraz położenie przy ważnym szlaku komunikacyjnym.
Jeszcze inny mechanizm widać w miejscowościach turystycznych, gdzie migracja jest związana głównie z sezonowym zapotrzebowaniem na pracę. – Międzyzdroje, mimo że w ciągu ostatnich 20 lat straciły 8,5% mieszkańców, mają aż 20% cudzoziemców. Podobny obraz widać w Dziwnowie, Mielnie czy w Helu, który sam należy do siedmiu najszybciej wyludniających się gmin w Polsce – wylicza analityczka. Jak jednak dodaje, takie migracje wspierają lokalną gospodarkę, lecz nie muszą oznaczać trwałej poprawy sytuacji demograficznej. – Pracownicy sezonowi zaspokajają bieżące potrzeby rynku, ale z natury rzeczy rzadziej wiążą swoją przyszłość z miejscem, w którym pracują. W przeciwieństwie do modelu opartego na stałym osadnictwie nawet najlepiej przygotowana polityka migracyjna nie zastąpi tego, co przesądziło o sukcesie Närpiö: przyciągania rodzin, tworzenia warunków do stałego zamieszkania i integracji z lokalną społecznością – tłumaczy.
Zdaniem Agaty Mróz wnioski płynące z analizy GUS są jednoznaczne: sama obecność cudzoziemców nie stanowi uniwersalnej odpowiedzi na problem depopulacji. – Migracja nie układa się według mapy wyludnienia, lecz według mapy szans gospodarczych. Może jednak wzmacniać rozwój lokalny tam, gdzie istnieje wyraźna specjalizacja ekonomiczna oraz długofalowy plan przyciągania i włączania nowych mieszkańców. Bez takich podstaw próby łagodzenia depopulacji wyłącznie przez napływ migrantów najpewniej nie dadzą trwałego efektu – podsumowuje ekspertka PIE.
fot. magnific.com
oprac. /kp/


.png)











