Na południu Polski zarejestrowanych jest ponad 244 tys. osób bez pracy, a mimo to przedsiębiorstwa nadal szukają pracowników. Największą przeszkodą pozostaje niedopasowanie kompetencji kandydatów do wymagań rynku.
Na południu Polski liczba osób bez zatrudnienia przekracza 244 tys., a firmy równocześnie nie przestają prowadzić naboru. Najtrudniej obsadzić przede wszystkim stanowiska techniczne i związane z operacjami, zwłaszcza w produkcji, logistyce, transporcie, energetyce oraz obszarze utrzymania ruchu.
W czterech południowych województwach - śląskim, małopolskim, dolnośląskim i opolskim - figuruje łącznie 244,5 tys. bezrobotnych. Stopa bezrobocia wynosi tam odpowiednio 4,8%, 5%, 5,5% oraz 6,3%. Jednocześnie w przedsiębiorstwach działających w tym regionie zatrudnionych jest niemal 1,9 mln osób, a według danych Grupy Progres w sieci opublikowano ponad 50 tys. ogłoszeń rekrutacyjnych.
Duża liczba osób szukających pracy nie oznacza, że pracodawcy bez trudu znajdują właściwych ludzi. Bardzo często problemem nie jest brak kandydatów, lecz rozbieżność między ich umiejętnościami a oczekiwaniami konkretnych stanowisk. - Dziś firmy nie narzekają na liczbę CV, ale na to, co kryje się w ich treści. Zgłoszeń jest wiele, natomiast znacznie trudniej dotrzeć do osób z potrzebnymi uprawnieniami, doświadczeniem i kompetencjami technicznymi. W wielu zawodach ich zdobycie wymaga miesięcy nauki i praktyki, dlatego zatrudnienie kogoś bez odpowiednich kwalifikacji i przygotowanie tej osoby do samodzielnej pracy nie rozwiązuje problemu od ręki. Dla pracodawcy oznacza to konieczność poniesienia kosztów i poświęcenia czasu na szkolenie, podczas gdy wakat trzeba obsadzić natychmiast - wyjaśnia Justyna Lach, dyrektorka regionu i Linii Progres HR Logistics w Grupie Progres.
Wśród najczęściej poszukiwanych są m.in. pracownicy produkcji, operatorzy i ustawiacze maszyn, magazynierzy, specjaliści logistyki, kierowcy, spawacze, elektrycy, energetycy, mechanicy, automatycy oraz osoby odpowiedzialne za utrzymanie ruchu.
Skala rynku pracy w tym obszarze jest bardzo duża. W sektorze przedsiębiorstw w woj. śląskim pracuje 748,7 tys. osób, w małopolskim 553,7 tys., w dolnośląskim 487,6 tys., a w opolskim 104,3 tys. Różnice w zarobkach także są wyraźne. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosi 10 291,51 zł brutto w woj. dolnośląskim, 10 078,50 zł w małopolskim, 9304,90 zł w śląskim i 8820,42 zł w opolskim. - Przy brakujących kompetencjach firmy muszą dziś walczyć nie tylko poziomem pensji, ale też całym zestawem warunków zatrudnienia. Benefity, elastyczność i dodatkowe świadczenia coraz częściej stają się częścią rozmów, zwłaszcza gdy kandydat ma doświadczenie i uprawnienia, których nie da się szybko zdobyć. W praktyce oznacza to gotowość do oferowania wyższych stawek i szerszego pakietu, by przyciągnąć osoby z potrzebnymi kwalifikacjami tu i teraz - podkreśla Justyna Lach. Liczą się między innymi prywatna opieka zdrowotna, polisa ubezpieczeniowa, dopłaty do posiłków i dojazdów, premie, dodatkowy urlop czy ruchomy czas pracy. Przedsiębiorstwa korzystają też z programów poleceń, wypłacając bonus za skuteczne zarekomendowanie odpowiedniego kandydata.
Sytuacja gospodarcza w poszczególnych województwach nie wygląda tak samo. Z danych GUS wynika, że w woj. dolnośląskim lepsze nastroje widać m.in. w budownictwie i transporcie, natomiast w małopolskim korzystniej oceniany jest przemysł. W woj. opolskim pozytywne sygnały płyną z budownictwa, za to wyraźnie słabsze oceny pojawiły się w transporcie i gospodarce magazynowej. W woj. śląskim przemysł nadal jest pod presją, choć poprawiły się oceny w handlu hurtowym. Jak zaznacza Justyna Lach, odmienne warunki w firmach sprawiają, że część z nich zwiększa tempo działania i planuje kolejne inwestycje, a inne skupiają się głównie na cięciu kosztów. - Mimo to rozwój wielu przedsiębiorstw nadal spowalniają niedobory kadrowe. Nawet przy sprzyjającej koniunkturze nie zawsze są one w stanie szybko zwiększyć produkcję, przyjąć więcej zleceń czy wystartować z nowymi projektami w takim tempie, jakiego oczekują - mówi ekspertka.
Aby ograniczyć problemy z obsadą stanowisk, firmy sięgają po automatyzację, robotyzację oraz unowocześnianie zaplecza technicznego. Zakłady produkcyjne inwestują głównie w maszyny i urządzenia, firmy z branży transportowej i magazynowej - we flotę, a przedsiębiorstwa z sektora informacji i komunikacji - w technologie oraz infrastrukturę IT i telekomunikacyjną. Coraz większą rolę odgrywają również projekty badawczo-rozwojowe oraz rozwiązania usprawniające organizację pracy. - Automatyzacja nie kończy procesu rekrutacji, tylko go przekształca. Wraz z kolejnymi inwestycjami maleje zapotrzebowanie na pracowników wykonujących proste, powtarzalne zadania, a rośnie popyt na osoby, które rozumieją cały proces, potrafią pracować z nowoczesnymi narzędziami i szybko reagują, gdy technologia zawodzi. Dlatego postęp technologiczny nie likwiduje presji kadrowej - w wielu przypadkach po prostu podnosi wymagania wobec kandydatów - podsumowuje Justyna Lach.
fot. magnific.com
oprac./kp/


.png)















.png)










