• +48 533 367 799

Mróz potwierdza wzrost temperatur na Ziemi. Zima 2025/2026 obrazem zmian klimatycznych

Projekt: Ekologia, Środowisko, jakość życia, ekologia
Mróz potwierdza wzrost temperatur na Ziemi. Zima 2025/2026 obrazem zmian klimatycznych

Zimowe mrozy w styczniu, wiosenne ciepło w grudniu oraz minimalne opady – mijający sezon zimowy dostarczył wielu różnorodnych zjawisk.

Meteorologiczna wiosna zacznie się 1 marca. Kończący się sezon zimowy 2025/2026 w Polsce był pełen różnic oraz niecodziennych zjawisk, które, jak zauważa dr Robert Grosz z Fundacji Edukacji Klimatycznej, są kolejnym dowodem postępujących zmian klimatycznych. – Globalne ocieplenie sprawia, że możemy oczekiwać m.in. większej liczby ekstremalnych zjawisk, takich jak mróz, ale także fale upałów, susze, powodzie i silne wiatry – wyjaśnia.

Grudzień okazał się znacznie cieplejszy niż zwykle, z średnią temperaturą wynoszącą 2,3°C, co oznacza wzrost o 2°C w porównaniu do normy z lat 1991–2020. Szczególnie duże odchylenia od normy wystąpiły w północno-wschodniej Polsce, gdzie temperatury były wyższe nawet o 4°C. W tym czasie zaobserwowano też skrajne różnice temperatur. W Legnicy 9 grudnia zmierzono 14,5°C, co bardziej przypomina wiosnę niż początek zimy, podczas gdy w sylwestra zapanował tam silny mróz. W Białymstoku temperatura spadła do -14,3°C, a w wyższych partiach gór nawet poniżej -17°C. Dane historyczne wskazują, że w ciągu ostatnich 75 lat grudzień w Polsce ocieplił się o 1,87°C.

Styczeń przyniósł drastyczną zmianę pogody i został określony jako miesiąc znacznie chłodniejszy. Średnia temperatura w kraju wyniosła -4,1°C, co oznaczało spadek o 3°C poniżej długoterminowej normy. W Zamości odnotowano temperaturę -21,3°C, podczas gdy zaledwie kilka dni później w Tarnowie było prawie 9°C. Pomimo wyjątkowo mroźnego charakteru miesiaca, w dłuższej perspektywie czasowej styczeń w Polsce ocieplił się niemal o 3°C w ciągu ostatnich 75 lat. Co ważne, na świecie był to piąty najcieplejszy styczeń od początku pomiarów, a podczas gdy w Polsce panowały mrozy, w Australii osiągano temperatura sięgające 50°C.

Zima 2025/2026 była także wyjątkowo uboga w opady. W grudniu odnotowano jedynie 14,5 mm deszczu, co stanowi zaledwie 37,3% normy, czyniąc ten miesiąc szóstym najsuchszym grudniem od 1951 roku oraz drugim w XXI wieku. W południowych rejonach, takich jak Kraków czy Tarnów, niemal całkowicie zabrakło opadów. Podobna sytuacja miała miejsce w styczniu, kiedy łączna suma opadów wyniosła zaledwie 17,2 mm, co stanowi 47,4% normy. Był to najsuchszy styczeń XXI wieku. Deficyt opadów był najbardziej odczuwalny w centralnej części kraju i na południowym zachodzie (w Katowicach tylko 14,9% normy), chociaż w niektórych miejscach, jak w Gdańsku, odnotowano trzykrotność normy. Mimo niewielkich opadów przez dużą część stycznia i lutego pokrywa śnieżna zajmowała ponad 80% obszaru Polski.

Dr Robert Grosz zaznacza, że nagłe nadejścia zimy nie są dowodem na brak globalnego ocieplenia. Wręcz przeciwnie – mogą być skutkiem tego zjawiska. Główną przyczyną silnych mrozów w styczniu był tzw. meandryzacja prądu strumieniowego. – Prąd strumieniowy to silny pas wiatru, który występuje na wysokości mniej więcej 10 km i działa jako naturalna bariera między zimnym powietrzem arktycznym a cieplejszymi masami z południa. W standardowych warunkach zimowych zimne powietrze jest „uwięzione” w okolicach biegunów. Jednak w tym przypadku doszło do znacznego przesunięcia ku średnim szerokościom geograficznym, co umożliwiło zimnym masom atmosfera napłynąć na obszar Polski. Naukowcy wskazują, że zwiększona zmienność prądu strumieniowego jest spowodowana malejącym kontrastem temperatur między Arktyką a obszarami umiarkowanymi, co jest bezpośrednią konsekwencją gwałtownego ocieplania się obszarów polarnych w ostatnich dekadach. To zjawisko zwiększa ryzyko częstych i nieprzewidywalnych napływów zimnego powietrza z Arktyki do Europy – tłumaczy ekspert.

Obecne roztopy spowodowały wzrost poziomów wód, szczególnie w północnych i wschodnich częściach kraju, gdzie śnieg zalegał najdłużej. W pewnych lokalizacjach zauważono przekroczenia stanów ostrzegawczych i lokalne podtopienia, jednak prognozy nie przewidują ryzyka poważnych powodzi. Równocześnie Polska nadal boryka się z powiększającą się suszą hydrologiczną. To zjawisko może współistnieć z lokalnymi wezbraniami, ponieważ przesuszone i twardniejące podłoże ma ograniczoną zdolność do zatrzymywania wody. Regulacja rzek oraz postępujące uszczelnianie przestrzeni miejskiej dodatkowo przyspieszają odpływ wód, zamiast wspierać ich zatrzymywanie w krajobrazie. – Ta sytuacja uwydatnia systemowe braki w polityce przeciwdziałania skutkom wezbrań. Kluczowe problemy obejmują regulację rzek, która ogranicza naturalną zdolność koryt do rozlewania się na tereny zalewowe, co przyspiesza odpływ wody, oraz nadmierne uszczelnianie miast, które radykalnie ogranicza możliwość wchłaniania wody przez grunt – podkreśla dr Robert Grosz.

Według specjalisty opady w styczniu i lutym przyniosły jedynie krótkotrwałe poprawy w sytuacji hydrologicznej. Latem należy spodziewać się ponownych niskich stanów wód w rzekach oraz zwiększonego ryzyka suszy, co może negatywnie wpłynąć na sektor rolniczy i zwiększyć zagrożenie pożarowe.

– Pojawianie się zimowych epizodów mroźnych nie w żaden sposób nie hamuje postępującego ocieplenia klimatu. Ekstremalne zjawiska pogodowe pojawiają się z coraz większą intensywnością – dotyczy to zarówno fal upałów, susz, jak i gwałtownych opadów czy mrozów. To jest zgodne z naszą aktualną wiedzą na temat zmian klimatycznych. Niektóre zjawiska, takie jak ostatnie rekordowe zimowe mrozy i opady śniegu w Ameryce Północnej oraz Europie, wynikają bezpośrednio z redukcji kontrastu termicznego pomiędzy Arktyką a średnimi szerokościami geograficznymi. Prowadzi to do opisanego wcześniej meandrowania prądu strumieniowego. Te zjawiska pogodowe mogą budzić w społeczeństwie wątpliwości co do słuszności alarmujących informacji od naukowców, dlatego tak ważne jest korzystanie z wiarygodnych i sprawdzonych źródeł wiedzy. W Polsce instytucją odpowiedzialną za monitorowanie tych procesów jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – podsumowuje dr Robert Grosz.

fot. arch. red.
oprac. /kp/