Studzienka Jankowicka to znajdujący się w lesie w Marklowicach, nieopodal Jankowic i Sanktuarium Najświętszego Sakramentu, ołtarz poświęcony Matce Najświętszej, grób ks. Walentego, źródło o właściwościach leczniczych oraz pustelnicza grota. Nazwa „studzienka” wywodzi się od czasownika „studzić”, czyli „ochładzać”. Dzieje tego miejsca łączą się z wydarzeniami historycznymi, które przetrwały w przekazach ludowych dotyczących wojen husyckich oraz śmierci ks. Walentego z rąk Husytów w 1433 r.
Legenda:
W 1433 roku, kiedy Husyci przemierzali Górny Śląsk i dotarli w okolice Rybnika, szerzyli zniszczenie, mordowali mieszkańców, rabowali i podpalali wszystko, co stanęło im na drodze, szczególnie zaś chrześcijańskie znaki i symbole. W tych dramatycznych okolicznościach pewna kobieta, leżąca na łożu śmierci, poprosiła, by sprowadzono do niej kapłana z posługą sakramentalną. Jej mąż, mimo grożącego niebezpieczeństwa ze strony grasujących Husytów, postanowił spełnić jej ostatnią wolę. Udało mu się szczęśliwie dotrzeć do kościoła, gdzie zwrócił się do proboszcza z prośbą o udzielenie sakramentów umierającej żonie. Do tego zadania wyznaczono ks. Walentego, człowieka głębokiej wiary i wielkiej pobożności, który z radością przyjął możliwość niesienia pomocy potrzebującej. Ponieważ nie ukrywał, że wiezie Najświętszy Sakrament, wkrótce zauważyli go Husyci, czekający na sposobność, by znieważyć chrześcijańskie świętości. Ks. Walenty dostrzegł nadciągającą grupę napastników, lecz nie myślał o własnym bezpieczeństwie; zależało mu jedynie na obronie imienia Jezusa przed zniewagą. Wtedy zauważył dąb z dużą, pojemną dziuplą i bez wahania ukrył w niej Najświętszy Sakrament. Z wdzięcznością, że zdołał ocalić Ciało Chrystusa przed profanacją, zaczął obawiać się o własne życie, lecz było już za późno — Husyci dopadli go i zamordowali w męczeński sposób. Z oddali wydarzenia te obserwował pewien mężczyzna, który po odejściu Husytów pochował ciało dzielnego księdza. Gdy po czasie na spustoszony Śląsk przestali już napadać, mieszkańcy zaczęli wychodzić ze swoich kryjówek. Opowieść o bohaterskim ks. Walentym szybko rozeszła się po okolicznych wsiach, a w miejscu jego pochówku pojawiło się źródło czystej wody, która okazała się mieć moc uzdrawiającą. Od tej chwili zaczęły tam przybywać pielgrzymki wiernych, chcących czerpać z tego źródła. Według podań dzięki tej wodzie uzdrowiono tysiące osób. Z biegiem lat nikt nie potrafił odnaleźć miejsca, w którym ks. Walenty ukrył Najświętszy Sakrament, aż pewnego dnia pasterze zauważyli nad dębem niezwykły blask. Zawiadomili o tym okolicznych mieszkańców, a ci księży. Podczas procesji, która wyruszyła tam później, odnaleziono Najświętszą Hostię. Ludzie powiązali to wydarzenie ze śmiercią odważnego kapłana, który pod groźbą obławy Husytów ruszył do chorej kobiety. Ówczesny proboszcz ustawił w tym miejscu krzyż upamiętniający tamte wydarzenia. Od tego czasu las, w którym znajdowały się krzyż i źródło o leczniczej wodzie, stał się celem licznych pielgrzymek.
fot. Damian Bogusz
oprac. /kp/




.jpg)











