Polski przemysł żywnościowy zwiększa skalę produkcji i umacnia pozycję na rynkach zagranicznych. Mimo to wyższa sprzedaż nie oznacza automatycznie lepszych wyników finansowych.
Polska branża spożywcza od dawna jest jednym z najważniejszych filarów naszej gospodarki widocznych na europejskich rynkach. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo dobrze: produkcja systematycznie rośnie, a wyniki eksportu osiągają kolejne historyczne poziomy. Za tym sukcesem kryje się jednak coraz trudniejsza codzienność producentów żywności. Sama większa sprzedaż nie daje już pewności poprawy marż. Firmy z sektora FMCG muszą dziś mierzyć się z rosnącymi kosztami pracy, drożejącą energią oraz dużą niestabilnością cen surowców. Dla zarządów najważniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: ile wyprodukujemy i sprzedamy, ale przede wszystkim: ile pieniędzy rzeczywiście zostanie po wszystkim w firmie.
Produkcja i eksport żywności na wysokim poziomie
Dane rynkowe pokazują, że fundamenty polskiego przetwórstwa spożywczego pozostają solidne, przynajmniej jeśli patrzeć na podstawowe wskaźniki. W pierwszej połowie 2026 roku w Polsce produkcja artykułów spożywczych zwiększyła się o 5,2 proc. rok do roku. To wynik lepszy niż w całym przetwórstwie przemysłowym, które w tym samym okresie urosło o 2,9 proc. Udział sektora spożywczego w ogólnej produkcji przetwórczej wynosi około 21 proc., a wartość produkcji sprzedanej w ostatnich latach wzrosła z 285 mld zł w 2021 r. do 431 mld zł w 2025 r.
Bardzo dobrze prezentuje się również eksport. Od stycznia do maja 2026 roku wartość wywozu artykułów rolno-spożywczych osiągnęła 24,1 mld euro, czyli około 102 mld zł. Nadwyżka handlowa wyniosła 7,8 mld euro i była o 7,5 proc. wyższa niż rok wcześniej. Najważniejszym kierunkiem sprzedaży polskiej żywności pozostają państwa Unii Europejskiej, które odpowiadają za 74 proc. eksportu. Na czele listy odbiorców niezmiennie znajdują się Niemcy.
Era taniej produkcji dobiega końca
Mimo tych imponujących liczb problemy z opłacalnością stają się coraz poważniejsze. Przez długi czas główną przewagą polskich producentów żywności na tle europejskiej konkurencji były niskie koszty wytwarzania. Dziś ta przewaga stopniowo zanika.
Statystyki pokazują, że tylko w pierwszym półroczu 2026 r. przeciętne wynagrodzenie w przemyśle wzrosło o 5,4 proc., choć jednocześnie zatrudnienie nieznacznie spadło o 1,1 proc. Przedsiębiorcy coraz trudniej planują działalność w dłuższej perspektywie. Zmienność cen i dostępności surowców rolnych, zależnych m.in. od pogody i postępujących zmian klimatycznych, utrudnia negocjowanie kontraktów i wycenę produktów.
Jak podkreśla Łukasz Kozieł, prezes Grupy Handsman, cytowany w materiale Wiadomości Handlowych, możliwość utrzymania sensownych marż wyraźnie się kurczy, zwłaszcza że producenci nie mogą w pełni przerzucać wzrostu kosztów na ceny sprzedaży. – Jeszcze kilka lat temu przewaga opierała się przede wszystkim na niższym koszcie produkcji. Dziś równie ważne są pewność dostaw, jakość surowca i zdolność szybkiego dostosowania procesu do sytuacji rynkowej – zaznacza ekspert.
Jak bronić rentowności? Premium i convenience na pierwszym planie
Żeby utrzymać stabilność i nie dopuścić do spadku zyskowności, firmy spożywcze muszą mocno przebudować swój model działania. Coraz większe znaczenie mają segmenty, które dają odbiorcy dodatkową wartość, a producentowi pozwalają uzyskać wyższą marżę. Należą do nich żywność funkcjonalna, produkty premium oraz dynamicznie rosnąca grupa wyrobów convenience, czyli dań gotowych i artykułów ułatwiających szybkie spożycie.
W tych kategoriach walka o klienta nie musi opierać się wyłącznie na obniżaniu cen. Znaczenie mają oryginalna receptura, dopracowana technologia, wysoka jakość oraz skuteczna promocja. Coraz więcej polskich producentów odchodzi też od roli anonimowych podwykonawców w ramach produkcji kontraktowej i buduje własne marki oraz autorską wiedzę technologiczną. To daje im szansę na rozwój sprzedaży zagranicznej w oparciu o własne innowacje.
Wniosek jest prosty: wytwarzanie żywności w Polsce nadal ma sens i pozostaje perspektywiczne, ale dziś wymaga mądrych inwestycji w automatyzację, rozwijania kompetencji technologicznych oraz bardzo dobrego rozumienia potrzeb współczesnych konsumentów.
Od przemysłowych liczb do sklepowej półki
Cały ten złożony mechanizm gospodarczy — od szukania oszczędności, przez poprawę składu, po rywalizację o jakość — kończy się tam, gdzie klient podejmuje decyzję zakupową, czyli przy sklepowej półce. To właśnie w tym miejscu efekty pracy producentów spotykają się z codziennymi wyborami konsumentów. W tej ostatniej fazie drogi produktu do koszyka ogromne znaczenie mają stabilni i doświadczeni sprzedawcy detaliczni.
Dobrym przykładem na poziomie lokalnym jest "Społem" Powszechna Spółdzielnia Spożywców w Wodzisławiu Śląskim. Ta działająca od 1925 roku sieć od dawna jest mocno wpisana w krajobraz handlowy i świadomość mieszkańców. Dzisiaj spółdzielnia prowadzi nowoczesne sklepy, w tym placówki pod marką Impuls Bliski na terenie Wodzisławia Śląskiego, Pszowa i Radlina, a także dysponuje własnym zapleczem produkcyjnym w postaci piekarni.
Gdy na poziomie kraju firmy zastanawiają się nad obniżaniem kosztów i powiększaniem eksportu, wodzisławskie „Społem” realizuje równie ważne, bardzo praktyczne zadanie. Zapewnia mieszkańcom dostęp do sprawdzonych, dobrych jakościowo i jednocześnie przystępnych cenowo produktów z polskiego rynku, oferując między innymi świeże pieczywo z własnej produkcji. Z perspektywy lokalnego kupującego to właśnie takie spółdzielnie tworzą niezawodne połączenie między ogromnym, szybko zmieniającym się rynkiem spożywczym a codziennym domowym stołem.
oprac. /lm/
fot. unsplash.com




.png)














