Wzrost cen najbardziej zauważalny jest w sektorach innych niż artykuły spożywcze, obejmujących m.in. używki, słodycze oraz środki czystości.
Koszty codziennych zakupów w polskich sklepach nadal rosną, ale tempo tego wzrostu zaczyna powoli spadać. Z analizy, która objęła ponad 97 tysięcy cen detalicznych, wynika, że w marcu ceny najczęściej kupowanych towarów były średnio o 3,8% wyższe niż w przypadku tego samego okresu roku ubiegłego. Taki sam wskaźnik odnotowano w lutym, natomiast w styczniu wzrost wyniósł 3,7%. Te dane pochodzą z najnowszego raportu opracowanego przez UCE Research oraz Uniwersytet WSB Merito, w którym uwzględniono 17 kategorii produktów i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów artykułów.
Autorzy analizy sugerują, że marcowe wyniki mogą wskazywać na rozpoczęcie okresu względnej stabilizacji cen na rynku detalicznym. Dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito zaznacza, że to nie znaczy jednak, iż faktyczne koszty zakupów dla konsumentów spadły. – Zauważamy, że ceny wciąż rosną, jednak tempo tego wzrostu nie przyspiesza, a w przypadku żywności nawet lekko zwalnia. W rezultacie poziom cen pozostaje znacząco wyższy niż jeszcze kilka lat temu. To wpływa na utrzymujące się poczucie wysokich kosztów życia, które często jest silniejsze niż sugerują to same wskaźniki inflacyjne – wyjaśnia.
Raport również ukazuje zmiany w cenach samej żywności. W marcu ceny były średnio o 3,2% wyższe niż w roku ubiegłym. W lutym wzrost wynosił 3,4%, a w styczniu także 3,2%. Dr inż. Anna Motyjska-Kuźma z Uniwersytetu DSW Ideis twierdzi, że może to świadczyć o stabilizacji w tej kategorii produktów. Ekspertka zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do całego koszyka zakupowego, na który wpływ mają rosnące koszty energii i inne czynniki produkcyjne, ceny żywności prezentują obecnie większą stabilność. – Fakt, że dynamika wzrostu w skali roku wróciła do poziomu ze stycznia, a jednocześnie spadła względem lutego, sugeruje, że rynek żywności osiągnął krótko terminową równowagę. Z jednej strony wciąż mamy aktywne czynniki podnoszące ceny, takie jak koszty produkcji, a z drugiej strony coraz mocniej działa ograniczenie popytu oraz wrażliwość cenowa konsumentów. Marcowe dane sugerują, że żywność przestaje być głównym czynnikiem wzrostu cen. Jednak nie oznacza to trwałej zmiany tendencji, a raczej chwilowe spowolnienie – dodaje ekspertka.
Podobnie ocenia marcowe wyniki dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. W jego opinii widoczny spadek ma częściowo charakter rynkowy, a częściowo jest skutkiem efektu bazy statystycznej. Zauważa także, że obniżki cen niektórych surowców, w szczególności zbóż, stopniowo zaczynają przekładać się na ceny w sklepach, chociaż zazwyczaj dzieje się to z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Na niższe tempo wzrostu mają wpływ również tańsze surowce energetyczne oraz rolne, co ogranicza tempo podwyżek w sektorze żywności oraz energii. Równocześnie ekonomista zwraca uwagę na to, że konflikt w regionie Bliskiego Wschodu na razie nie wpłynął bezpośrednio na ceny w sklepach. – W dyskontach trwa intensywna rywalizacja cenowa. Masło stało się narzędziem w tym wyścigu. Niska cena ma skusić klienta na wizytę w sklepie, gdzie uzupełni koszyk o inne, zdecydowanie droższe produkty. To klasyczny mechanizm loss leader. Jak się okazuje, działa to skutecznie w mediach, gdyż percepcja cen jest równie istotna jak same ceny – podkreśla ekspert.
Analitycy zauważają, że liczne akcje promocyjne mogły dodatkowo ograniczyć tempo wzrostu cen w marcu. Gdyby nie intensywne rabaty oferowane przez sieci handlowe, ogólny wskaźnik mógłby być wyższy. Według autorów raportu, sieci detaliczne starały się zachować atrakcyjność cenową, aby nie zniechęcić konsumentów, zwiększając zarówno liczbę, jak i zakres promocji. W rezultacie ogólny poziom cen pozostał na zbliżonym poziomie do lutowego, a w przypadku żywności nawet minimalnie niższy.
Nie wszyscy badacze dostrzegają jednak wyjątowość tegorocznych promocji przedświątecznych. Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska, ocenia, że różnice nie są znaczące w porównaniu z ofertami z wcześniejszych lat. Z jego punktu widzenia większe znaczenie ma obecna sytuacja na rynku hurtowym żywności. Niskie ceny surowców sprawiają, że sieci handlowe mają ograniczone możliwości podnoszenia cen i doświadczają presji na marżę. Ekonomista przewiduje, że różnica między wzrostem cen w sklepach a inflacją konsumencką może się wkrótce zmniejszyć, między innymi w wyniku podwyżek cen paliw związanych z napięciami na Bliskim Wschodzie. – Obecnie mamy do czynienia z kruchym porozumieniem, które daje nadzieję na obniżenie cen ropy i paliw, ale z powodu zniszczeń infrastruktury nie wrócimy szybko do poziomów cen z lutego. Wąskie różnice między tymi dwoma wskaźnikami mogą zatem utrzymywać się. Uważam również, że ceny w sklepach, w tym samej żywności, mogą nieco wzrosnąć w najbliższym czasie, chociaż możliwe, że impuls wzrostowy pojawi się dopiero za kilka miesięcy. Na przykład globalne ceny żywności, mierzone indeksem FAO, już w marcu odnotowały znaczny wzrost o 2,5%, w tym szczególnie wzrosły ceny cukru o 7,2% oraz olejów o 5,1%. Ten wzrost niedługo również odczujemy – ocenia Marcin Luziński.
Eksperci również zwracają uwagę, że ceny całego koszyka zakupowego rosną szybciej niż ceny żywności. Dr Agnieszka Gawlik podkreśla, iż największe wzrosty dotyczą kategorii nieżywnościowych, tak jak używki, słodycze czy środki gospodarstwa domowego. Te produkty są silnie związane z globalnymi rynkami surowców, poziomem akcyzy oraz kosztami produkcji. To właśnie te artykuły w dużej części podnoszą ogólny wskaźnik wzrostu cen w sklepach. – Z tego powodu marcowy wynik można interpretować jako sygnał stabilizacji, lecz nie przesądza on o dalszym spadku dynamiki wzrostu cen. W kwietniu, po zakończeniu efektu świątecznych promocji, presja cenowa może być bardziej zauważalna, zwłaszcza w kategoriach innych niż żywność. Sektor żywności ma większe szanse na stabilizację, ponieważ rynek jest bardzo konkurencyjny, a konsumenci są szczególnie wrażliwi na ceny – podsumowuje ekspertka.
fot.
oprac. /kp/


.png)
















